Reklama
  • Piątek, 3 lipca 2015 (14:30)

    50-lecie serialu "Wojna domowa"

Perypetie bohaterów bawią kolejne pokolenia. Konflikty na linii rodzice-dzieci, mimo upływu lat wciąż toczą się o to samo. „Wojna domowa” świętowała 50. urodziny na I Festiwalu Polskich Seriali Telewizyjnych w Elblągu. A my wspominamy początki kultowej produkcji.

Reklama

Kiedy w październiku 1965 roku serial Jerzego Gruzy pojawił się na ekranie, natychmiast spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem widzów.

Zabawna opowieść o losach dwóch warszawskich rodzin borykających się z problemami dorastających nastolatków powstała na kanwie felietonów publikowanych w „Przekroju” przez pisarkę i tłumaczkę Mirę Zientarową.

Inspiracja w rodzinie

– Miała dzieci w podobnym wieku i jak każdy rodzic problemy wychowawcze. Swoje przemyślenia oraz rozterki opisywała w poczytnej gazecie, co okazało się doskonałą podstawą do zrealizowania filmu dla młodzieży, jak i rodziców. Zaproponowaliśmy jej napisanie scenariusza – mówi Jerzy Gruza, dla którego jednym z atutów tej produkcji była jego apolityczność.

– „Wojna domowa” nie pokazywała tego, co chcieliby zobaczyć ówcześni decydenci. Brakowało w niej przewodniej siły narodu, czyli partii i tych wszystkich propagandowych haseł, które w tamtym czasie były na porządku dziennym. To oczywiście nie mogło się podobać i kiedy nadarzyła się okazja, zrezygnowano z kontynuacji serialu (powstało tylko 15 odcinków) – wyjaśnia reżyser.

– Pretekstem był sikający w jednym z odcinków na tygodnik „Kultura” pies. Dziś inaczej zrealizowałbym ten serial, przyspieszyłbym na pewno akcję, choć spotkałem się z opi nią, że wartością tej produkcji jest właśnie jej powolność. Bo dzięki temu skupia uwagę widza – dodaje Jerzy Gruza.

Znakomita obsada

– Chciałam zabawić telewidzów kosztem drobnych śmiesznostek dnia codziennego – mówiła autorka scenariusza. Satyryczne spojrzenie na PRL-owską rzeczywistość oraz ironiczny obraz obyczajowości tamtych czasów to tylko jeden z głównych powodów olbrzymiej oglądalności „Wojny domowej”.

Jej siłą była również znakomita gra aktorów. Przekomiczna Irena Kwiatkowska i Kazimierz Rudzki jako rodzice Pawła (Krzysztof Musiał), Alina Janowska i Andrzej Szczepkowski jako wujostwo Anuli (Elżbieta Góralczyk) oraz zbierający suchy chleb dla konia Jarema Stępowski.

Rola otrzymana podstępem

– Byłem z tatą na łyżwach na Torwarze, kiedy podszedł do nas drugi reżyser Ryszard Pluciński i zapytał, czy nie przyszedłbym na zdjęcie próbne – wspomina Krzysztof Janczar (wówczas Musiał), serialowy Pawełek.

– Zgodziłem się, wyrecytowałem wierszyk o Pawle i Gawle i przeszedłem do następnego etapu. Ojciec był jednak przeciwny mojej grze w serialu, nawet zażądał od Gruzy, żeby mnie nie angażował.

Rzecz w tym, że tato nie nazywał się już Musiał, tylko Janczar, bo przyjął pseudonim teatralny. Na przesłuchaniach pojawiłem się pod swoim nazwiskiem i w ten sposób nikt się nie domyślił, że jestem synem znanego aktora.

Kiedy dostałem rolę, ojciec trochę się obraził na produkcję – przyznaje aktor, który za honorarium z „Wojny...” kupił sobie motorower.

– Podkładałem głos pod serialowego Pawła w dwóch piosenkach, do których teksty napisali Wojtek Młynarski i Ludwik Jerzy Kern – zdradza piosenkarz Wojciech Gąssowski.

– Nikt nie wiedział, kto naprawdę śpiewa „Tylko wróć” oraz „Piosenkę o wadach i zaletach”, bo moje nazwisko nie pojawiło się w napisach końcowych. Mam o to żal, wprawdzie niewielki, bo serial był uwielbiany przez publiczność – przyznaje artysta.

KRAS

Tele Tydzień

Zobacz również

  • Może i śmieszy, może i jest propagandowo-naiwny, ale dla wielu to sentymentalny rzut oka na lata młodości, gdy 07 był naszym swojskim Columbo czy Kojakiem. Serial „07 zgłoś się” kończy 40 lat. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.