Reklama
  • Piątek, 23 października 2015 (13:00)

    Alternatywy 4. W oparach absurdu

Młodzi ludzie oglądają teraz ten serial jak opowieść Fantasy. Jednak dla nieco starszych widzów jest on doskonałym przypomnieniem czasów minionych. I nadal z rozrzewnieniem wyłapują wszystkie polityczne aluzje, które udało się w nim przemycić.

Choć jest bardzo zajętym człowiekiem, chętnie zgodził się na spotkanie na warszawskim Ursynowie. Tu przed budynkiem pod adresem Marii Grzegorzewskiej 3 (dawniej Alternatywy 4) Jerzy Bończak opowiedział nam o pracy nad kultowym serialem Stanisława Barei.

Od mieszkania do serialu

Reklama

Pomysł na scenariusz powstał już w 1979 roku. Wtedy to właśnie współscenarzysta serialu Maciej Rybiński dostał nowe mieszkanie... Niestety, telewizyjnym decydentom ten pomysł nie przypadł do gustu. Na szczęście w 1980 roku powrócono do koncepcji serialu o losach mieszkańców nowo wybudowanego bloku. Początkowo miał nosić tytuł „Stanisław Anioł”.

Pierwszy klaps padł 9 grudnia 1981 roku. Ale kilka dni później, z wiadomych przyczyn, pracę nad nim trzeba było zawiesić. A potem środowisko artystyczne ogłosiło bojkot związany z wprowadzeniem stanu wojennego. – Byliśmy chyba jedyną produkcją filmową, która dostała od naszych kolegów moralne przyzwolenie na kontynuowanie pracy – wspomina Jerzy Bończak.

Fantastyczna atmosfera

Większość aktorów, którzy kiedykolwiek pracowali ze Stanisławem Bareją, podkreśla, że sprawiło im to ogromną przyjemność. – To był niezwykły człowiek – opowiada nam Jerzy Bończak. – Zawsze emanował spokojem i dobrocią. A do tego miał fantastyczny dystans do siebie i świata – dodaje aktor. A Stanisława Celińska wspominała: – Stasio niezwykle trafnie podpatrywał życie.

I jak się okazuje, w czasie pracy nad swoimi filmami nie tylko doskonale wiedział, jaki efekt chce uzyskać, ale także jak stworzyć doskonałą atmosferę. – Czuliśmy się, jak w rodzinie – mówi Jerzy Bończak. – Dla mnie było to szczególnie ważne, bo w czasie kręcenia „Alternatyw 4” miałem dość traumatyczne przeżycia – odchodził mój ojciec, a po jego śmierci sam wylądowałem w szpitalu – wspomina i dodaje, że po powrocie na plan czuł, iż gdyby zwrócił się do kolegów o jakąkolwiek pomoc, na pewno by ją otrzymał.

Doborowa ekipa

Stanisław Bareja bez wątpienia miał swoich ulubionych aktorów. Do wybrańców reżysera należeli m.in. Wojciech Pokora, Wiesław Gołas, Bożena Dykiel i Zofia Czerwińska. No i oczywiście nie mogło ich zabraknąć w „Alternatywach 4”. Natomiast Witold Pyrkosz wcielił się w postać Józefa Balcerka właściwie przez przypadek. Początkowo odtwórcą tej roli miał być Ludwik Pak.

Jednak według oficjalnych źródeł wizja roli, którą przedstawiał reżyser, nie pokrywała się z tą, którą miał aktor. Także Stanisława Celińska twierdzi, że występ w serialu zawdzięcza zbiegowi okoliczności. – To było moje drugie spotkanie ze Stasiem, u którego wcześniej zagrałam w „Nie ma róży bez ognia” – wspominała aktorka. – Po kilku latach zatęskniłam za jego sposobem pracy.

Przypadkiem spotkaliśmy się na ulicy pod moim domem. Miałam na sobie fartuch i sprzątałam przed budynkiem. Nagle patrzę, a tu jedzie na rowerze Staszek. Powiedziałam: „Wiesz Stasiu, zagrałabym u ciebie”. On się uśmiechnął i odrzekł: „Dobrze” – dodała. Ale bez wątpienia kreację, którą najlepiej zapamiętali miłośnicy „Alternatyw 4”, stworzył Roman Wilhelmi. Aktor podszedł do swojej roli z niesamowitym zaangażowaniem.

Maciej Rybiński skarżył się w wywiadach, że potrafił zadzwonić do niego w środku nocy i rozbierać na czynniki pierwsze każdą scenę, w której grał. Natomiast Hanna Bieniuszewicz, odtwórczyni roli Ewy Majewskiej, była zaskoczona ogromną przemianą, jaka w czasie pracy zachodziła w artyście. – W jednym momencie widziałam aktora z poważną miną, niesamowitym skupieniem na twarzy, który po chwili stawał przed kamerą i grał w komedii jakieś zabawne sytuacje – komentowała.

Próba reaktywacji

Wielki sukces serialu sprawił, że kilka lat po zakończeniu jego realizacji pojawiły się pomysły na kontynuację. W końcu w 2006 roku ostatecznie udało się spełnić wszystkie warunki, by taka produkcja ruszyła. Na fotelu reżyserski Stanisława Bareję zastąpił Grzegorz Warchoł, a za scenariusz odpowiedzialni byli Janusz Płoński, Jacek Kondracki i Jacek Wasilewski. Niestety, „Dylematu 5” nie powtórzył sukcesu „Alternatywy 4”.

Zdaniem Jerzego Bończaka zabrakło po prostu charyzmy i wyczucia Stanisława Barei. Natomiast Witold Pyrkosz w swoich wspomnieniach „Podwójnie urodzony” stwierdził nawet, że nowy reżyser okazał się pozbawiony poczucia humoru.

Obiekt pożądania

Jednym z problemów stale nurtujących mieszkańców budynku przy ulicy Alternatywy była aprowizacja. To właśnie po to, by raz na zawsze zakończyć kłopoty z wielogodzinnym staniem w kolejkach po mięso czy wędliny, wynalazca Krzysztof Manc pracował nad swoim największym wynalazkiem – robotem kolejkowym Eva 1.

Jerzy Bończak w czasie naszego spotkania z sentymentem rozglądał się po okolicy. Oczywiście podkreślał, że sąsiedztwo tytułowego adresu bardzo się zmieniło – budynek został wkomponowany w osiedle. Na koniec z przejęciem pokazywał, gdzie była kręcona scena z parowozem, który, dzięki pomysłowi jego bohatera, uratował mieszkańców przed zamarznięciem.

Świat Seriali

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.