Reklama
  • Wtorek, 26 maja 2015 (14:05)

    Beata Ścibakówna i Janusz Rewiński zagrali parę w serialu „Tygrysy Europy”

O zrobieniu komedii, ukazującej wady i przywary nowych elit finansowych wolnej Polski, Jerzy Gruza myślał już w połowie lat 90. ubiegłego wieku. Tak zrodził się scenariusz emitowanego w 1999 roku serialu „Tygrysy Europy”. W rolę milionera Edwarda Nowaka, który dorobił się fortuny w nie do końca jasnych okolicznościach, wcielił się 50-letni wówczas Janusz Rewiński.

Jerzy Gruza nie miał wątpliwości, że aktor doskonale zagra tę postać. Wszak dwa lata wcześniej rozkochał w sobie Polaków rolą bogatego gangstera Stefana „Siary” Siarzewskiego w komedii „Kiler”. W roli żony nowobogackiego milionera jerzy Gruza obsadził 31-letnią Beatę Ścibakównę, z którą pracował już kilka lat wcześniej podczas kręcenia serialu „Czterdziestolatek. 20 lat później”.

Dzięki mężowi weszła w świat elity intelektualnej

Reklama

Dla pani Beaty główna rola w serialu była szansą na rozwinięcie aktorskiej kariery. Po ukończeniu warszawskiej szkoły teatralnej w 1992 roku, od razu zaczęła grać w filmach i teatrze. Rok później dostała główną rolę w filmie psychologicznym „Wynajmę pokój”.

Nie miała łatwo, plotkowano, że udany debiut zawdzięczała nie tylko umiejętnościom, ale także Janowi Englertowi, z którym już wówczas tworzyła związek. Ona była studentką, on 23 lata starszym wykładowcą i rektorem uczelni, gdy zrodziło się między nimi uczucie. Swoją miłość długo ukrywali przed światem.

– Nigdy nie przyszło mi do głowy, że mógłbym nawiązać romans ze studentką – przyznał po latach pan Jan w jednym ze wspólnych wywiadów. – Na moim roku były takie, które bardziej mu się podobały niż ja. O wiele ode mnie ładniejsze – dodała pani Beata. A jednak ich miłość okazała się silniejsza. Pan Jan rozwiódł się z żoną, aktorką Barbarą Sołtysik (z którą ma syna i córki bliźniaczki), i zamieszkał z nową partnerką. Wkrótce na świat przyszła ich córka, 14-letnia dziś Helena.

– Dzięki mężowi weszłam w świat elity intelektualnej – szczerze przyznała po latach aktorka. Drzwi do wielkiej kariery wcale nie stanęły przed nią otworem. Choć gra często (i bardzo dobrze), z reguły są to drugoplanowe role w serialach. Zdaniem Jana Englerta, żona jest zupełnie niedoceniana. Wciąż czeka na rolę na miarę swojego talentu.

Bycie posłem wspomina bardzo źle

Poczucie niespełnienia w aktorstwie towarzyszy również Januszowi Rewińskiemu. W dzieciństwie chciał zostać lotnikiem, ukończył nawet technikum lotnicze we Wrocławiu. Zdecydował się jednak na zdawanie na aktorstwo w Krakowie. Dostał się za pierwszym razem. Jako student wieczorami występował m.in. w „Piwnicy pod Baranami”.

I to właśnie kabaret przez kolejne lata wiódł prym w jego życiu zawodowym. W pamięci widzów zapisał się jako członek grupy Tey, gruboskórny prezes Misiek z kultowego „Kabaretu Olgi Lipińskiej”, a także współprowadzący satyryczne programy „Ale plama” i „Szkoda gadać”. Miał też krótki „flirt” z polityką. Był posłem na sejm I kadencji z ramienia Polskiej Partii Przyjaciół Piwa.

– Doświadczenie bycia posłem było brutalne i parszywe – mówił po latach. – Wspominam ten okres bardzo źle. Porażką okazał się udział aktora w fatalnie przyjętych przez krytykę i widzów produkcjach Jerzego Gruzy: „Gulczas, a jak myślisz” i „Yyyreek!!! Kosmiczna nominacja”, zrealizowanych z bohaterami „Big Brothera”.

Po latach wyznał, że zagrał w nich z powodu przyjaźni z reżyserem. Od tamtej pory jego kariera stoi w miejscu. Pan Janusz i żona, aktorka Iwona Biernacka, mają dorosłych synów: Jonasza i Aleksandra. Mieszkają na wsi koło Mińska Mazowieckiego. Zajmują się rolnictwem i hodowlą zwierząt.

MH

Życie na gorąco

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.