Reklama
  • Wtorek, 27 października 2015 (11:06)

    Za co tak kochamy „Alternatywy 4”?

To komediowy zbiór największych absurdów życia codziennego epoki Polski Ludowej. Serial, który przykuwał do ekranów miliony telewidzów. Największe obok „Misia” dzieło Stanisława Barei. Popularność serialu nie słabnie. Przy grze planszowej pt. "Alternatywy 4" też można się nieźle pośmiać...

Reklama

Tekst: Sławomir Koper

Reżyser serialu „Alternatywy 4”, Stanisław Bareja specjalizował się w komediach. Początkowo były to filmy typowo rozrywkowe, z czasem filmowiec coraz częściej wprowadzał karykaturalnie przetworzone elementy z otaczającej nas rzeczywistości. Robił to znakomicie – widzowie bawili się przednio, a czasem niemal dusili się ze śmiechu.

Po latach trudno uwierzyć, że filmy Barei nie cieszyły się wówczas specjalnym uznaniem środowiska filmowego; niektórzy aktorzy odmawiali w nich udziału z obawy, że później nie zostaną zatrudnieni przez „poważnych” reżyserów! Na szczęście większość była innego zdania. Bareja miał zresztą swoich ulubionych wykonawców. Niemal w każdym jego filmie pojawiali się Wiesław Gołas i Wojciech Pokora, tworząc niezapomniane kreacje.

Stanisław Bareja nakręcił serial o blokowisku, inny niż wszystkie.

„Alternatywy 4” składały się z dziewięciu odcinków, każdy o długości ponad 50 minut – dało to reżyserowi możliwość zaprezentowania galerii postaci i sytuacji tworzącej obraz PRL-u w krzywym zwierciadle. Nowy blok na warszawskim Ursynowie zasiedlał bowiem cały przekrój ówczesnego społeczeństwa. Od wysoko postawionego działacza PZPR (Janusz Gajos) po przedstawiciela praskiego lumpenproletariatu (Witold Pyrkosz). A dodatkowo jeszcze: naukowcy, lekarz, szalony wynalazca, robotnik budowlany, śpiewaczka operetkowa, striptizerka...

Nad całością czuwał Stanisław Anioł (Roman Wilhelmi) – sprytny karierowicz partyjny rodem z Pułtuska, który po zdegradowaniu do roli dozorcy za wszelką cenę usiłował odzyskać dawną pozycję.

Chyba nikt z ludzi mieszkających w tamtych czasach na Ursynowie nie mógł zarzucić twórcy filmu braku spostrzegawczości

W serialu pokazał bowiem wszystkie charakterystyczne bolączki ówczesnego życia na nowym osiedlu, np. odcinanie dostaw wody i prądu, brak komunikacji autobusowej, brak infrastruktury (jeden sklep w okolicy, najczęściej zamknięty), malwersacje i układy w spółdzielniach mieszkaniowych.

Bareja był bystrym obserwatorem codzienności i umiejętnie przedstawiał na ekranie podpatrzone lub usłyszane idiotyzmy.

Największą siłą „Alternatyw 4” były dialogi sytuacyjne i absurdalne sceny, które mogły wydarzyć się wyłącznie w tamtych czasach. Należało do nich przydzielenie jednego mieszkania dwóm rodzinom noszącym podobne nazwisko (Kołek, Kotek) czy zamurowanie całego mieszkania przez ekipę budowlaną.

Ta ostatnia sytuacja miała zresztą swój odpowiednik w rzeczywistości, Stanisław Bareja wzorował się na głośnym wydarzeniu z początku lat 80. Ujawniono wówczas, że tuż przed oddaniem warszawskiego MDM-u zamurowano pokój w jednym z budynków osiedla, gdyż nie można było usunąć stamtąd betoniarki. Nie było czasu na poważniejsze prace, towarzysz Bierut już czekał na uroczystą akademię i przecięcie wstęgi.

Sprawa ujrzała światło dzienne wiele lat później, gdy ktoś zauważył, że jedno z mieszkań ma mniej pokoi niż inne w tym samym pionie… Zdjęcia do serialu rozpoczęły się na kilka dni przed stanem wojennym. Ostatecznie zakończono je w 1983 r. Władze traktowały tę produkcję jako pewnego rodzaju wentyl bezpieczeństwa – miała to być okazja do pokazania, że w Polsce istnieje wolność słowa i że każdy może mieć swoje zdanie.

Nie oznaczało to oczywiście, że Bareja nie miał problemów z cenzurą. Raz w tygodniu odbywały się posiedzenia komisji kolaudacyjnej, na których wskazywano reżyserowi, co musi usunąć z przygotowanego już materiału.

„Relację z tych komisji – wspominał Wojciech Pokora – Bareja zdawał nam bardzo rzadko.

Wystarczyło spojrzeć na jego twarz, by wyczytać wypisaną złość

Nieczęsto wracał ze spotkań zadowolony. Odbijało się to na atmosferze na planie filmowym, Stasio przychodził bardzo zdenerwowany. Często musieliśmy nagrywać materiał jeszcze raz, ponieważ cenzura żądała zmian”.

Reżyser zgodził się wprowadzenie 26 poważniejszych zmian w scenariuszu, za wszelką cenę chciał bowiem, aby serial został wyemitowany. Był już wówczas poważnie chory na serce, a wiedział, że „Alternatywy” to znakomity materiał, który zapewni mu uznanie. Dlatego też przystał na daleko idące ingerencje, które można dostrzec dopiero po obejrzeniu pełnej wersji serialu. Przed premierową emisją 30 września 1986 r. usunięto np. wzmianki o Katyniu.

Wprawdzie sama nazwa nigdzie nie padła, ale w rozmowach Wiesława Gołasa i Mieczysława Voita aluzje były czytelne dla każdego. Ingerencja cenzury prowadziła czasami do sytuacji jakby żywcem wyjętych z innych filmów Barei. „Teksty dostawaliśmy rano – opowiadał Pokora – i za dwie, maksymalnie trzy godziny musieliśmy to grać. W tym czasie treść jeszcze kilka razy się zmieniała, ktoś zadzwonił z informacją, ze cenzura jednak się zgodziła i trzeba było wszystkiego uczyć się na nowo. W rezultacie poranny scenariusz miał niewiele wspólnego z końcową wersją”.

Cenzura nie wycięła jednak tego, co najważniejsze, czyli prześmiesznej, ironicznej kroniki codziennego życia PRL-u. Reżyser z przymrużeniem oka pokazał problemy zwykłych ludzi, dla których ogromnym szczęściem było np. otrzymanie paczki żywnościowej z zagranicy, jak i butę działaczy partyjnych, takich jak towarzysz Jan Winnicki (Janusz Gajos) trzymający w domu kopię Bitwy pod Grunwaldem (nie mieściła się w pokoju, zatem obraz zagięto pod kątem prostym). Bareja wyśmiewał dobrze znane wszystkim absurdy i uciąż- liwości, których ofi- cjalnie nie można by- ło wówczas krytyko- wać, np. obowiązko- we, a nieraz bezsen- sowne prace społeczne albo też powszechne łapówkarstwo i zała- twianie spraw przez znajomości.

Puenta serialu też nie jest najweselsza: cwany i butny aktywista partyjny Anioł – skompromitowany na sku-tek inteligentnej intrygi lokatorów – okazuje się osobnikiem niezatapialnym, dlatego niebawem pojawia się w nowej roli: kierownika osiedla! Ten akurat wątek bywa zdumiewająco aktualny także dzisiaj… To jednak tylko potwierdza wielkość reżysera.

Stanisław Bareja zmarł w 1987 r. w Essen w Niemczech, jednak jego przezabawny serial wciąż ogląda się z przyjemnością, uśmiechem, a także i z zadumą. „Alternatywy 4” to komediowe podsumowanie wszystkich przywar PRL-owskiej codzienności, ale dla wielu z nas były to czasy młodości, w których absurdy zwykłego życia uznawano za coś naturalnego. Taki był świat, który nas otaczał... Nawet problemy bytowe nie przesłaniały radości z wyczekanego przez dziesiątki lat własnego M.

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.